Obozowe życie w pełni cz. 1

Czas leci bardzo szybko. To już połowa obozu! Pora trochę wrócić wspomnieniami do minionych dni. Co się działo? Żeglowanie, neptunalia, ognisko, “jaka to melodia” i wreszcie wycieczka!

11.07.2018

Poranek powitał  nas pięknym słońcem i lekkim wiatrem. Bardzo nas wszystkich to ucieszyło, bo oznaczało okazję do żeglowania. Po porannym apelu II grupa ruszyła na wodę. Cztery żaglówki: astron, neptun, junga i 320 pod okiem trzech sterników przez 3 godziny żeglowały po jeziorze Wągiel.

Pozostała część obozu w tym czasie miała zajęcia na lądzie. Poznawali historię wikingów oraz korzystali słońca na plaży pod okiem ratownika. Po południu miała nastąpić zamiana, ale niestety pogoda zaczęła się psuć. Przestało wiać,
a wkoło nas krążyły dość ciemne chmury. Dlatego doszliśmy do wniosku, że to idealny czas na siatkówkę balonową!

Po kolacji czas na chrzty obozowe. Na początku obozu? Tak, dokładnie! Nadal musimy zaskakiwać. Jaki był plan?

  • Rozmowa z “wyrocznią”
  • Malowanie twarzy
  • Picie okropnej mikstury (sok z cytryny)
  • Wchodzenie pod górę po śliskiej folii
  • Szukanie szekli w cieczy nienewtonowskiej
  • Holowanie Neptuna
  • Złożenie przysięgi obozowicza

Ten turnus to tylko 8 osób, które nie były z nami wcześniej na obozie. Ta grupa razem z kilkoma pomocnikami myśląc, że idą na podchody ruszyli w drogę. Do ostatniej chwili nie spodziewali się co tak naprawdę ich czeka więc zaskoczenie było ogromne! Kilka pytań od wyroczni, nadanie odpowiednich barw, kwaśny sok i ruszamy do najciekawszych punktów!

Po uśmiechaniu się po soku z cytryny przyszła pora na wchodzenie pod górę. Nie było jednak tak łatwo! Na śmiałków czekała  lina przymocowana do drzewa, folia, stroma górka i …. płyn do mycia. Było ślisko, ale i zabawnie. Ten punkt chrztów tak cieszył się zainteresowaniem, że później każdy obozowicz
(a nawet kadra) chcieli spróbować swoich sił. Szukanie pamiątkowej szekli to dla nas również tradycja. Tym razem znowu zaskoczenie. Nie błoto, tylko ciecz nienewtonowska z odrobiną barwnika. Holowanie Neptuna powtórzyliśmy
z pierwszego turnusu, ale koniec chrztów był w innym miejscu.

Gdy Neptun już  był przy brzegu poprosił obozowiczów o powtarzanie słów przysięgi. Brzmiała ona tak:

„Będąc kolonistą, przysięgam na słońcu siedzieć w dniu upalnym, nie marnować czasu za biurkiem, i nie być największym ciamajdą i burkiem. Przysięgam obowiązki swe wypełniać, oraz zachcianki cichych przyjaciół spełniać. Będę swojego rozumu częściej niż zwykle używał, i swoich kolegów nie będę wyzywał. Będę już zawsze pamiętał o konkursie czystości, w domu, w szkole i w pracy w odległej przyszłości. Przysięgam słodziakiem być doskonałym i świadczyć o tym życiem całym. Chcę uśmiechać się często, mieć nad głową tęczę i obiecuję, że nikogo narzekaniem swym nie zamęczę. W dopełnieniu powyższego mi dopomóżcie, wy koledzy, oraz kadro najwspanialsza, potęgo wszelkiej wiedzy”.

Kilka dni obozu minęło i póki co wszyscy dzielnie tej przysięgi przestrzegają! Potem nastąpiło uroczyste nadanie nowych, żeglarskich imion. Jak one brzmiały?

  • Forstensztaksel
  • Eol
  • Hawser
  • Grotbombramsztaksel
  • Gording
  • Trajsel
  • Grinner
  • Marspikiel

Po chrztach przyszła pora na ognisko z kiełbaskami. Porozmawialiśmy o tym co się niedawno wydarzyło, a dodatkowo każda wachta zaprezentowała swój okrzyk przygotowany kilka dni wcześniej.

Przerwy między prezentowaniem okrzyków były wypełnione szantami
i piosenkami żeglarskimi.

Ten dzień z pewnością dla wielu z naszych podopiecznych zostanie w pamięci.
A co będą wspominać jeszcze? To się okaże wkrótce!

cdn.

One Reply to “Obozowe życie w pełni cz. 1”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *